Śląskie podróże

Śląskie podróże

Ocena produktu:
(0)
Wydawnictwo: Śląskie ABC
ISBN: 83-913249-4-X
Format A4
Rok wydania 2000
Oprawa twarda
Ilość stron 96
Dostępność:
48 godzin
Cena:
31,40 zł
30,77 zł
Wybierz ilość:
sprawdź koszty wysyłki

Setki unikalnych zdjęć i opisy niezwykłych śląskich podróży. Książka pokazuje, że choć Ślązacy są domatorami, to już od wieków, dla przyjemności lub z konieczności, zwiedzają cały świat. Wstęp autoraKsiążka ta pokazuje, że chociaż Ślązoki są z zasady domatorami, to jednak już od wieków dla przyjemności albo z konieczności podróżują po całym świecie. Potwierdzają to unikalne zdjęcia umieszczone na stronach tej niecodziennej książki. Stare albumyZawsze fascynowały mnie stare albumy i szuflady, w których Ślązoki przechowują z pozoru zwykłe rodzinne zdjęcia. Są między nimi zdjęcia ślubne, z pogrzebu, jest Maryjka jak ją niyśli do krztu czy Francik przi piyrszyj komuniji. Czasami jednak dostrzec można fotografię z dalekich stron. Wówczas zdarza się, że rozpoznaję tamte miejsca i mówię przykładowo: O, wasz ujek był w Mediolanie? Wtedy zakłopotani właściciele albumu stwierdzają: Ja, ja, łon tam kanś boł bez wojna, abo to było przed wojną? Nasza babcia by nom to wszyjsko pedziała, ale boroczka już niy żyje! Dbajcie o zdjęciaCzasami nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak cenne rodzinne skarby przechowujemy. Powinniśmy je traktować niczym stare obrazy przodków. Nie narażajmy ich na działanie słońca i wilgoci, zabezpieczmy je w odpowiednich albumach, przyklejajmy je tylko klejami roślinnymi, a nie daj Boże taśmą klejącą. Postarajmy się również dokładnie te fotografie opisać, dopóki żyją jeszcze ludzie, którzy coś na ich temat mogą powiedzieć. Rozmaite przyczynyBogactwo zdjęć w śląskich albumach dało mi natchnienie i materiały, bez których nie powstałaby niniejsza książka. Ale pozycja ta nie jest tylko zwykłym streszczeniem licznych śląskich albumów. W książce tej starałem się w przystępny sposób przedstawić typowe trasy śląskich podróży oraz podróże najbardziej znane i szczególnie charakterystyczne. Żywi ludzieBohaterami tej książki nie są wyniki badań, opracowania statystyk czy teoretyczne rozważania, ale żywi ludzie, konkretne Ślązoki, które gdzieś, kiedyś odbyły charakterystyczną i niezapomnianą podróż swojego życia.Dzisiaj jest łatwiej?Dzisiaj, dzięki samochodom czy samolotom o wiele łatwiej się podróżuje, ale za to o wiele trudniej wybrać się tam, dokąd ludzie z aparatami fotograficznymi jeszcze nie dotarli. Takie miejsce nie mysi być wcale na końcu świata, ale można na nie trafić niedaleko od domu. Trzeba tylko dobrze szukać! Wyjeżdżać i wracaćPodróże są jak niedzielny łobiod. Gdy się go je codziennie, to traci swój smak. Podróż nabiera pełnego sensu dopiero wówczas, gdy się z niej wróci do domu. Dopiero wtedy odczuwamy w pełni smak miejsca, w którym się było i jednocześnie miejsca, do którego się powróciło. Mądre wnioski z tych porównań stanowią naukę. W taki właśnie sposób podróże kształcą.   Pod wieżą Eiffla (Ze Śląska do Paryża jest 1500 km) Po powrocie z Francji opowiadałem koledze o moim zwiedzaniu Paryża. Mówiłem jak bardzo bolały mnie nogi przy pokonywaniu odległości od katedry Notre-Dame, przez Louvre, Champs Elysees po wieżę Eiffla itd. Temu opowiadaniu przysłuchiwała się jego rodzina i w pewnym momencie odezwał się do mnie stary dziadek: - A dyć trza było synku metrym podjechać a niy wszyndzie piechty łazić! - Bydźcie no cicho dziadku! Co wy sie tam znocie na wielgim świecie! - uciszyła go rodzina.To wtrącenie bardzo ożywiło rozmowę, bo okazało się, że dziadek ten podczas drugiej wojny światowej służył w niemieckiej armii we Francji i był kilka razy w Paryżu na urlopie, o czym rodzina mojego kolegi całkiem zapomniała. Okazało się też ku mojemu zaskoczeniu, że znał on Paryż o wiele lepiej ode mnie, wyliczał z pamięci największe zabytki i nazwy mostów na Sekwanie. A potem jeszcze dziadkowi przypomniało się, że kanś w szuflodzie mo zdjęcie pod wieżą Eiffla i cała rodzina wzięła się za szukanie. Ja zaś dalej prowadząc z dziadkiem fachowe rozmowy o Paryżu, zapytałem: - Chcielibyście dziadku pojechać jeszcze do Paryża? - A kaj bych tam tak daleko jechoł! - odparł. - Wtedy to była wojna i kozali jechać. Takie to są dziwne dzieje Ślązoków-podróżników. Zefek jedzie do Egiptu (Ze Śląska do Egiptu jest 4500 km) Zefek, czyli Józef urodził się w 1917 roku w Przyszowicach koło Gliwic jako ósme dziecko Pauliny i Alojza. Od dzieciństwa słuchał katechizmowych opowieści o swoich dwóch imiennikach, o Józefie synu Jakuba, którego bracia sprzedali do niewoli egipskiej oraz o Józefie opiekunie Pana Jezusa, który uciekł z całą rodziną do Egiptu, gdzie schronił się przed złym królem Herodem. Tak więc w głowie małego Zefka często pojawiał się Egipt, kraina bardzo daleka, ale jednocześnie bardzo bliska. Na pewno nie przypuszczał jednak, że kiedyś odbędzie długą podróż do Egiptu. A potem wybuchła druga wojna światowa i Zefka wzięli do niemieckiej armii. On jednak zdezerterował i uciekł przez Hiszpanię do Anglii, gdzie mieszkał i pracował do końca życia. I wówczas, gdy zarobił trochę pieniędzy, to było go już stać na podróż do Egiptu. Tę podróż odbył w styczniu 1971 roku, gdy miał 54 lata.Hela z mamą w Londynie (Ze Śląska do Londynu w Anglii jest 1600 km)Hela z mamą mieszkały w Gierałtowicach koło Gliwic. W 1967 roku dostały zaproszenie od wujka z Anglii, który mieszkał tam od czasu drugiej wojny światowej. Po wielu tygodniach załatwiania paszportów i wiz – bo w czasach komunizmu wyjechanie „ na Zachód ” graniczyło z cudem – szczęśliwe podróżniczki wyruszyły do Anglii, do samego Londynu. W Anglii przebywały okrągły miesiąc, poznając tamtejsze zabytki, zwyczaje, kuchnię, no i oczywiście sklepy. Później, po powrocie na Śląsk opowiadały wszystkim, że: Angliki praje wcale kartofli niy warzą, herbata z mlykiym piją, łobiod na wieczerzo jodają, a nojgorsze, że gardin w łoknach niy wiyszają. No i blank inaczyj po angielsku godają, ale to im jeszcze idzie wyboczyć!

Podziel się swoją opinią na temat produktu!

Ten produkt nie posiada żadnych opinii.

Złap okazję! Czas leci...

Śpiesz się, oferta kończy się za:
: : :